Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 sierpnia 2018

Wydział promocji miasta Yoshida 吉田町まちづくり公社

Jedno z pierwszych pytań, jakie pada, gdy mówię, że przez rok mieszkałam w Japonii to "Gdzie pracowałaś?". Zanim na siedem miesięcy osiadłam w urzędzie miasta, miałam szansę spróbować wielu zajęć. Byłam nauczycielką języka angielskiego (prowadziłam przede wszystkim konwersację), pracowałam w radiu SBS w Shizuoce, byłam kelnerką w wietnamskiej restauracji, kawiarni i izakaya (japoński pub-restauracja). 
Radio SBS, poranna audycja
Teraz, gdy minął już ponad rok od mojego powrotu z Japonii i odświeżyłam sobie nieco wspomnień przeglądając zdjęcia i czytając pamiętnik, mogę z chłodnym dystansem napisać o tym, czym była praca w wydziale promocji miasta Yoshida.
Przede wszystkim  wydział promocji miasta, w którym pracowałam jest publiczno-prywatną jednostką podlegającą bezpośrednio pod urząd miasta. Oznacza to, że musieliśmy uzyskać aprobatę burmistrza, na każdy projekt, a z drugiej strony tworzone przez nas eventy musiały generować dochody.  
Ja zaczęłam pracę na wydziale w szóstym miesiącu po jego powstaniu, a zespół, którego stałam się częścią był bardzo "niejapoński". Przede wszystkim, poza dyrektorem, pracowały tam same kobiety. W Japonii przełożeni raczej nie decydują się na zatrudnianie kobiet, ponieważ powszechnie uważa się, że kobieta po ślubie zajdzie w ciąże i całkowicie zrezygnuje z kariery zawodowej.
Warsztaty kuchni polskiej

Poza tym, wszystkie pracownice miały w pewnym stopniu nieuregulowaną sytuację domową lub zawodową. Moja partnerka była samotną matką z dwuletnią córeczką, a druga koleżanka obiecała pomoc dyrektorowi, z którym pracowała wcześniej, ale tylko przez rok - była w trakcie otwierania własnej kawiarni i miała dwójkę własnych dzieci. Trzecia z zespołu nie potrafiła jeszcze odnaleźć tego w czym chciałaby pracować i miewała chwile zwątpienia, a czwarta była w wieku sześćdziesięciu lat i zajmowała się przede wszystkim rozmową z gośćmi, plotkowaniem oraz raportowaniem naszych działań do ratusza (o jej zatrudnieniu zdecydował burmistrz). Do tego wszystkiego byłam ja - obcokrajowiec z jedynie roczną wizą i bez japońskiego wychowania, tj. nieznająca ogólnie przyjętych zasad i norm panujących w urzędzie miasta. 
Yoshida jest bardzo niewielkim miastem, położonym na uboczu (nie ma tam kolei) i od dawna nie mieszkała albo pracowała tam osoba o jasnej karnacji. Dużo Filipińczyków pracuje w porcie i niestety w większości nie asymilują się z Japończykami. W związku z tym wieść o moim zatrudnieniu rozniosła się bardzo szybko i dużo matek z dziećmi zachodziło do wydziału promocji miasta, by ze mną porozmawiać - to są uroki mieszkania poza metropoliami.
Właścicielka kawiarni specjalizującej się w bajglach

Podczas pracy tam poznałam wiele wspaniałych osób, z którymi kontakt utrzymuję do dziś. Jednakże poza rozmowami z mieszkańcami, miałam też wiele innych zadań.
Przede wszystkim z rana wszyscy pracownicy musieli posprzątać cały teren podległy wydziałowi. Poza budynkiem z salami konferencyjnymi pod naszą opieką był duży parking, teren zielony, plac zabaw i zewnętrzne toalety. Osoby do sprzątania nie zostały zatrudnione, więc całość obowiązków spadała na nas - miało to pomóc nam oszczędzić pieniądze, ale przede wszystkim budować ducha wspólnej odpowiedzialności. Następnie dokładnie o dziewiątej rano odbywało się poranne spotkanie, które codziennie prowadził ktoś inny. W czasie tego piętnastominutowego spotkania musiałyśmy powiedzieć, jakie zadania zaplanowałyśmy na dany dzień, spotkania, które miałyśmy umówione, a także w jakim celu! Poza tym, mogłyśmy również poprosić o pomoc jedną z koleżanek przy obowiązkach. Najbardziej zdziwiło mnie, gdy współpracownice pochylając nieco głowę, przepraszały za to, że wzięły i/lub wezmą urlop. Moja partnerka powiedziała mi, że najstarsza koleżanka w zespole bardzo się obruszyła, gdy ja nie przeprosiłam. Więc choć jest to utarta fraza, pozostaje bardzo ważnym elementem współżycia w pracy i jej brak, rodzi poważne zgrzyty. 
Moimi podstawowymi obowiązkami było prowadzenie fanpage'a wydziały promocji: po angielsku i po japońsku. Przez pewien czas prowadziłam go również po polsku, jednakże ktoś z urzędu miasta stwierdził, że mogę go używać do swoich "prywatnych celów" i kazano mi usunąć polskie tłumaczenia. Nikt niestety nie potrafił mi wyjaśnić jakie miałabym z tego tytułu odnieść korzyści. Nie powiedziano mi też kto podjął taką decyzję. Na fanpage'u prowadziłam swój mały pamiętnik "miasto Yoshida oczami obcokrajowca". W celu zdobycia potrzebnych informacji codziennie jeździłam rowerem po mieście i szukałam kogoś lub czegoś "interesującego".
Ponadto spotkałam się z ciekawymi ludźmi mieszkającymi w Yoshida. Przeprowadzałam z nimi wywiady i towarzyszyłam przy sesjach zdjęciowych. Te informacje zostały później użyte w magazynie promującymi miasto. Ponadto pomagałam organizować i przeprowadzać imprezy organizowane przez wydział - dzień yogi, kojarzenie par i kurs dla stewardess.
Rower, na którym zwiedziłam całe Yoshida

Kolejnym bardzo intrygującym doświadczeniem były spotkania z burmistrzem miasta. W Japonii obejmowanie wysokich stanowisk wiąże się przede wszystkim z odbytym stażem. W małej miejscowości, jaką jest Yoshida burmistrz był traktowany niemal jak namiestnik cesarza. Na spotkanie z nim trzeba się było umówić z odpowiednim wyprzedzeniem, a i nie zawsze otrzymywało się zgodę. Na spotkanie musieliśmy przyjść pierwsi. Usiąść i zaczekać, a dopiero potem w otoczeniu swojej świty wchodził burmistrz. Co więcej, ktoś trzymał dla niego drzwi i wyglądał cały czas na zewnątrz, gdy nadchodziła oczekiwana chwila mówił z przejęciem "idzie!". Burmistrz, mający ponad siedemdziesiąt lat, odwiedził wydział promocji tylko raz - na jego otwarciu. Później ani razu nie brał udziału w żadnym wydarzeniu, a gdy zapytałam czy mogę go zaprosić na pożegnalne spotkanie, powiedziano mi, że to niestosowne. Wysłanie mu zaproszenia wskazywałoby, że uważam iż jestem z nim na równi. Takie stanowiska piastuje się niemalże dożywotnio, a przy ich obsadzaniu raczej nie bierze się pod uwagę energii i zapału, a raczej to, czy nowy burmistrz może się pochwalić dokonaniami w przeszłości. Na jednej z imprez siedziałam obok burmistrza i chciałam od fotografa dostać zdjęcie z nim, by móc umieścić je na fanpage'u, ale odpowiedziano mi, że "oczywiście, że nie masz zdjęcia z burmistrzem". W pewnym momencie cały ten mistycyzm wokół jego osoby zaczął mi się wydawać po prostu... groteskowy. Nie tylko mnie. Moja partnerka (młode pokolenie, 30 lat) też jedynie wzruszała ramionami. Choć sytuacja w Yoshida może się wydawać skrajna, dowiedziałam się, że to powszechne w Japonii. Wysokie stanowiska należą do osób w wieku przed emerytalnym, albo już na emeryturze.
Z osiemdziesięcioletnią, nadal aktywną zawodowo położną
Największą trudność sprawiło mi porozumiewanie się z ratuszem w języku honoryfikatywnym 尊敬語「そんけいご」, a także wyłapywanie niuansów tego, co "wypada i nie wypada". Wydaje mi się,  małym miasteczku nadal żywe są ceremoniały i etykieta z okresu niemalże powojennego. Po moim rocznym pobycie w Kraju Kwitnącej Wiśni, moi znajomi powiedzieli, że dzięki mieszkaniu na wsi poznałam prawdziwe serce Japonii. Jego najgłębsze zakamarki, zaczęłam sięgać do samego dna duszy japońskiej. I chociaż jeszcze bardzo długa droga przede mną to poznałam jasną stronę tej kultury, ale także to, co zostało ukryte i niekoniecznie nadaje się do reklamy...

poniedziałek, 2 października 2017

Trudne relacje z Japończykami - jak je zbudować i utrzymać? cz. 3

Między innymi pokora pozwala Nam na codzienne funkcjonowanie nie tylko w Japonii, ale także w każdym innym kraju, w którym przebywamy gościnnie.

Na festiwalu "Ara Matsuri" w mieście Yaizu, w którym mieszkałam.
Na zdjęciu z dwójką znajomych, z którymi pracowałam w restauracji Kadoya przez 10 miesięcy.
Czy ktokolwiek jest w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której przychodzimy do znajomych w odwiedziny i zaczynamy pouczać ich, jak powinni prowadzić dom? Owszem dzielimy się informacjami, gdzie kupić dobre warzywa, jakiej użyć odżywki na suche włosy... Jednak nikt z Nas nie będzie wytykał panu domu, że używa niewłaściwego nawozu do kwiatów, bo Ty znasz lepszy.
Jadąc za granicę, obowiązuje Nas dokładnie ta sama zasada dobrych manier.

Powinniśmy być wdzięczni za gościnę, szanować obyczaje i być uprzejmym.

Warsztaty robienia makaronu gryczanego soba.
Po lewej stronie kamerzysta AsahiTV.

Bardzo ważne jest również by zrozumieć, że polska kultura nie jest jedyną obowiązującą na świecie. Nasz system wartości, normy społeczne, standardy, cele i założenia są inne od poglądów w wielu krajach na świecie. To, co jest uważane za słuszne u Nas, gdzie indziej może wydawać się dziwne. 
W Polsce singielka w każdym wieku jest raczej normalnym zjawiskiem, do którego większość osób nie przywiązuje raczej uwagi. W Japonii 30 letnia kobieta to stara panna i "trzeba jej szybko znaleźć męża". W tej, a także wielu innych sytuacjach, nie ma złego i dobrego podejścia do problemu. Jest to, po prostu różnica kultur i filozofii życia. 

Wycieczka pociągiem SL do Sumatakyo w prefekturze Shizuoka.
Ciężko jest Nam zaakceptować wiele różnic, bo wychowaliśmy się w społeczeństwie z określonymi normami społecznymi i to są one dla nas naturalne. Stykając się z jednym sprzecznym zachowaniem, jesteśmy zwykle w stanie przymknąć na nie oko. Natomiast, gdy zanurzamy się w narodowości, której zachowania i podjęte decyzje są niezrozumiałe czy zaskakujące, korci nas do porównań. 
Jesteśmy gośćmi, czy też osobami które z własnej, nieprzymuszonej woli, zdecydowały się mieszkać zagranicą. Zamiast więc próbować pouczać kogokolwiek, chłońmy to co Nas otacza. Dopytujmy, róbmy zdjęcia, a nawet notatki. By później w domu usiąść pod kocem i samemu, dla siebie, na spokojnie przeanalizować raz jeszcze,  to czego doświadczyliśmy, usłyszeliśmy czy spróbowaliśmy.

Moją host family, a później już wybraną z serca "japońską rodziną" jest para starszych ludzi mieszkających w prefekturze Nagano. To bardzo tradycyjni Japończycy, którzy po raz pierwszy zdecydowali się gościć w swoim domu obcokrajowca*.
Opowiem o pobytach u nich w oddzielnym artykule (w dziennikach), ale istotne jest to, że poświęcali swój czas, zabierając mnie do świątyń, do tradycyjnych restauracji, na zakupy, do znajomych... Innymi słowy, starali się pokazać mi swoją codzienność. Przez cały dzień z przygotowanymi notatkami opowiadali mi o tym, o czym sama nie mogłam przeczytać. Wieczorami siadaliśmy pod "kocykowym stołem" (kotatsu) i robiliśmy podsumowanie całego dnia. Wtedy też pytano mnie o Polskę.

Co Ci sprawia trudność w Japonii? Za czym tęsknisz? Jak Polska wyglądała po wojnie? W Polsce głównym surowcem energetycznym jest węgiel, prawda?

I to był właśnie ten moment, gdzie mogłam podzielić się swoimi odczuciami. Nigdy jednak nie zdecydowałam się na porównywanie obu krajów. Chyba, że pytano mnie o np. różnice płac, różnice w cenach albo tradycji obchodzenia Bożego Narodzenia. Starałam się wówczas relacjonować suche fakty, okrawając wypowiedź z własnych uczuć.
Rozstając się po raz pierwszy, gdy myśleliśmy, że nasza wspólna przygoda dobiegła końca moja "host mama" powiedziała mi, że moją wielką siłą jest słuchanie, nieustająca chęć nauki. Od trzech lat, codziennie, poszerzam swoją wiedzę o Japonii, mając w pamięci właśnie te słowa.

Razem z nauczycielem kaligrafii w... Toruniu!

Nie spotykamy się przecież po to, by porównywać dwie, zupełnie różne, niemające ze sobą związku kultury, ale po to, by uczyć się od siebie wzajemnie, poszerzać horyzonty i odkrywać nieznane. My i Polska jesteśmy jedynie punktem na mapie (nawet jeśli całkiem spory), tak jak inne kraje. Warto jest mieć w sobie dozę pokory i patrząc na mapę, po prostu chłonąć otaczające nas informacje.

* kolejną różnicą kulturą między Polską a Japonią jest przyjmowanie gości pod swój dach. My, Polacy, chętnie zapraszamy znajomych do siebie, organizujemy imprezy i spotkania w swoich czterech kątach. Japończycy spotykają się zwykle na mieście, wychodzą gdzieś razem. Będąc zaproszonym do Japończyka do domu, możemy czuć się w pewien sposób wyróżnieni.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Moje życie w Japonii w cyferkach - miesięczne koszty życia.


Budżet - Co ile kosztuje? Praca na pół etatu wystarczy? Czynsz? Bilet na shinkansen?

Sporo osób zadaje mi pytania dotyczące tego, jak i czy byłam w stanie poradzić sobie finansowo w Japonii. Dla uporządkowania własnych wydatków, już w trzecim miesiącu mojego pobytu zaczęłam prowadzić "domowe finanse".

Przedstawiając Wam tutaj własne finanse, tym samym podsumuję rok życia w Kraju Kwitnącej Wiśni, już po powrocie do Polski.

Kilka informacji:
☆ Mieszkałam w małym mieście Yaizu, niepodal Shizuoki.
☆ Sama wynajmowałam mieszkanie, tj. musiałam zapłacić "bezzwrotny depozyt", czynsz, media.
☆ W tym samym mieście mieszka rodzina mojego chłopaka - miałam wsparcie.

Zacznijmy od czynszu. Pokój połączony z kuchnią, łazienka (w tym wanna) pokój z matą tatami i balkon. Do tego umeblowanie: pralka, lodówka, odkurzacz, telewizor plazmowy, klimatyzacja, stolik, łóżko (po co do mat tatami? nie wiem) i kanapa. W sumie około 20 metrów kwadratowych.
Jak na japońskie standardy mieszkań wynajmowanych - bardzo dobre. I relatywnie tanie - 43 000 jenów.
⚑ dopiero na miejscu dowiedziałam się, że o ile u Nas przelewy są darmowe (lub też bardzo tanie) to w Japonii za pobieranie z mojego konta należności za czynsz, doliczano co miesiąc 950 jenów (czyli ponad 32 złote).

Poniżej zdjęcia mojego mieszkania zanim się do niego wprowadziłam wprowadziłam. Widoczne na zdjęciach wyposażenie otrzymałam w cenie czynszu i bezzwrotnego depozytu 礼金(れいきん, reikin, z ang. "non-refundable deposit"). 

Mata tatami i łóżko?
I niestety nie mogłam poprosić o jego wyniesienie...


W kuchni miałam mikrofalę, ale nie miałam kuchenki.
Na zdjęciu, przy najbliższym blacie (po prawej stronie) są zawory z gazem,
do których można podłączyć kuchenkę.


Telewizor, odkurzacz, klimatyzacja



Wanna i prysznic oddzielnie od toalety



Miesięczne rachunki, czyli media
 Za wodę płaciłam co miesiąc około 2 000 yenów (rachunki przychodziły co dwa miesiące).
Rachunek za wodę za dwa miesiące.

Za gaz płaciłam 1 700 - 3 500 yenów/miesiąc, zależnie od pory roku. W zimę brałam gorącą kąpiel niemal codziennie. A wodę miałam podgrzewaną gazowo.

Za elektryczność płaciłam około 2 500 yenów/miesiąc. W lato bywało trochę więcej, bo używałam klimatyzację. Mimo wszystko, niewiele ona dawała, więc starałam się wychodzić w ciągu dnia i wracać wieczorami. W moim mieszkaniu było wyjątkowo gorąco...


Okrągłe pieczątki, podobnie jak u Nas, to potwierdzenie zapłaty.
Gaz i elektryczność mogłam płacić w konbini, natomiast za wodę musiałam płacić w banku.


③ Ubezpieczenie zdrowotne: 4 000 jenów/miesiąc
Każda osoba, która jest zatrudniona w niepełnym wymiarze godzin musi samodzielnie opłacać składki od ubezpieczenia zdrowotnego. Z urzędy miasta przesyłane są specjalne książeczki, z którymi należy się udać do dowolnego kobini lub banku. Tam opłaca się miesięczną składkę i otrzymuje stempelek w książce dla potwierdzenia.
⚑ Opłacanie ubezpieczenia zdrowotnego jest obowiązkowe i dzięki temu, idąc do lekarza płacimy 30% ceny wizyty. Leki są pełnopłatne.
⚑⚑ Na początku myślałam, że nie skorzystam z tego ubezpieczenia (przywiozłam sobie dużo leków z Polski). Bardzo się myliłam, bo w okolicach czerwca i sierpnia pokazała się alergia i bez leków się nie obeszło. 

④ Transport w Japonii jest bardzo drogi. Myślę, że przede wszystkim jest to spowodowane tym, że nie ma czegoś takiego jak bilet miesięczny. Owszem są karty typu SUICA, które można załadować o dowolną kwotę. Przechodząc przez bramki należność jest ściągana z karty. Jest to więc jedynie wygodniejsze, nie bardzo pozwala na oszczędność. Słyszałam, że w niektórych miastach, tj. Tokio, użycie takich kart sprawia, że bilet jest o kilka jenów tańszy, jednak jest to niewielka zniżka. 
Są bilet ulgowe, w wysokości 50% biletu normalnego.

⚑W japońskich pociągach, a także w metrze, nie ma konduktorów, nikt nie sprawdza biletów (może tylko Panowie przy bramkach). Nikt jednak nie myśli o jeździe na gapę. Znajomy Japończyk odpowiedział mi na to bardzo prosto, a zarazem zawarł wszystko co trzeba w jednym zdaniu:
"Skoro korzystam to dlaczego mam nie płacić?"Jeśli ktoś nie chce płacić, nie wsiada do pociągu. Jest to dla nich oczywiste. Nie kupienie biletu to zwyczajna kradzież.

⑤ Internet
Obecnie dostępny jest, m.in. na lotniskach internet na kartę (typu pre-paid). Ja miałam przenośny modem z nielimitowanym internetem za 4 000 jenów/miesiąc. Była to jednak umowa na dwa lata, z warunkami promocyjnymi. Mój chłopak zdecydował się na zakup tego internetu i zerwaniu umowy po roku, ponieważ dzięki promocji (zwrot 25% miesięcznych opłat po roku użytkowania) kara za przedterminowe rozwiązanie umowy wyniosła 0 jenów dopłaty. Nie polecam nikomu takich kombinacji, będąc samej na pewno bym się ich nie podjęła.
⑥ Abonament komórkowy
W Japonii telefon komórkowy jest absolutnie niezbędny. Pytają o niego przy niemal każdej nadarzającej się okazji: zameldowanie, wynajęcie mieszkania, wymiana waluty, umówienie rozmowy o pracę, założenie karty lojalnościowej w supermarkecie. W Polsce też oczywiście o to pytają, jednak w Japonii bez numeru telefonu komórkowego nie da się wykonać powyższych czynności. Nie interesuje ich numer stacjonarny albo inne formy kontaktu. Jedynie numer telefonu komórkowego umożliwia podpisanie jakiegokolwiek kontraktu. Ciekawym jest, że numeru komórkowego używałam zdecydowanie częściej niż japońskiego PESELu, czyli マイナンバー (z ang. my number) do weryfikacji. Tego drugiego nie użyłam ani razu, będąc szczerą. Japończycy mają podobno odejść od swojego numeru PESEL, zanim tak naprawdę się rozprzestrzenił i przyswoił.
Ja miałam numer telefonu prepaid (czyli nasz numer na kartę) założony w SoftBank (oprócz tego jest jest AU i Docomo). Za kartę zapłaciłam 2 000 jenów i od razu musiałam wpłacić 3 000 jenów na konto. Nie trudno się domyślić, że jako obcokrajowiec nie wykorzystywałam tej kwoty w całości. Wpłacałam więc co miesiąc 3 000 jenów przez pierwsze pół roku mojego pobytu, a później telefon służył mi już tylko do odbierania połączeń i weryfikacji.
Prepaid w SoftBanku jest ważny przez pół roku od ostatniego doładowania. A z doładowania za 3 000 jenów można korzystać przez miesiąc.

Poza tym, zdecydowana większość Japończyków ma w smartphonie internet i korzystają z azjatyckiego komunikatora LINE, z którego wysyła się wiadomości i dzwoni za darmo.


⑦ ⛾Zakupy
Pisałam o nich szczegółowo w artykule "Zakupy w Japonii - ceny, ciekawe produkty" i zachęcam do przeczytania.
Radzę osobiście omijać konbini. Nawet, jeśli chodzi o małe napoje, czy słodkości. Warto poszukać w okolicy swojego mieszkania/pracy supermarketu i sklepu chemicznego 薬局 (やっきょく yakkyoku). Większość z osób czytających ten artykuł, będzie pracować dorywczo albo będzie oszczędzało każdego jena na podróże. Polecam więc trzymać się zasady, że każde 10 jenów na jednym produkcie robi różnicę. Oczywiście nie należy przesadzać ze zbytnim oszczędzaniem (pamiętajcie by w lato bardzo dużo pić!), ale warto również pamiętać, że w Japonii są tylko jeny, nie ma groszy i złotych. Nie czuje się tak (a na pewno na początku) różnicy w zapłaceniu za małą colę 130 jenów, a 110 jenów. Jednak w skali miesiąca robi to ogromną różnicę. Ja tę różnicę przekładałam później na podręczniki, które kupowałam z odłożonych pieniędzy.


⑧ ⛾Zakupy na start
Są bardzo uciążliwe dla portfela, w moim przypadku zamknęłam się w 20 000 yenów (zaznaczam, że nie jestem typem backpackers, lubię "czuć się jak w domu"). W tym wypadku warto pamiętam o 百均 (ひゃっきん hyakkin), czyli sklepach stujenowych, bardzo popularnych wśród turystów. Mają swoich zwolenników i przeciwników, ja należę do zwolenników. Za niewielką cenę (100 jenów, w wyjątkowych sytuacjach 200 - 500 jenów) można kupić naprawdę dobre rzeczy. Dobre jak na 4 złote. Co kupiłam? Miseczki do ryżu, pałeczki, sztućce, talerze, wałek, ubijaczkę do jajek, noże, pojemniki na żywność, długopisy, zeszyty, chusteczki higieniczne, pojemniki na kosmetyki do bagażu podręcznego, klipsy i sznurek do prania, etc. Jednymi słowy rzeczy, których potrzebowałam do codziennego życia, a których nie zamierzałam zabierać ze sobą do Polski. 99% zakupionych w stujenówce produktów przetrwało cały rok intensywnego użytkowania. 
Jeśli chodzi o jakość rzeczy, najlepiej kupować w Seria i Daiso. Dużo przedmiotów sprzedawanych jest we wszystkich sklepach stujenowych, ale niektóre dedykowane są dla konkretnej firmie.
Chcąc kupić coś niepowtarzalnego, warto udać się do Lemon albo Orange. Mają one wiele artykułów papierniczych z tradycyjnym japońskim wzorem, albo "w japońskim stylu".
Jestem również zdania, że rzeczy ze stujenowych sklepów nadają się na drobne upominki. Śliczny papier listowy, koperty, naklejki czy papier do origami. Wszystko to z japońskimi wzorami.
https://matome.naver.jp/odai/2148601317420587201

⚑Do 100 jenów należy doliczyć 8% podatku. W Japonii na wszystkich półkach sklepowych widnieje ceny z i bez podatków.
⚑⚑ Dużo Japończyków ma "syndrom zbieracza". Warto więc zaprzyjaźnić się z kimś/odświeżyć stary kontakt i poprosić o pomoc. Wiele rodzin ma schowane gdzieś po szafkach, np. parowar do ryżu, garnki, patelnie, pałeczki, talerze albo czajniki. Japończycy są pomocnym narodem, myślę, że zdecydowana większość z nich będzie szczęśliwa mogąc pomóc w tak "łatwy sposób" (pomoc długofalowa jest dla Japończyków kłopotliwa, pożyczenie czegoś należy raczej do łatwych).
Grzecznie jest też przywieźć im jakiś upominek za taką pomoc.

⑨ ⛾Wycieczki
Warto planować z dużym wyprzedzeniem, a przede wszystkim poprosić o pomoc znajomych Japończyków. Rozsądnie jest omijać japońskie święta, np. お盆 (おぼん)obon (japońskie święto zmarłych) albo okolice nowego roku: łatwiej o rezerwacje miejsc i biletów, oraz dobre ceny. 
Wybierając się na Hokkaido na cztery dni na Festiwal Śniegu w Sapporo 札幌ゆき祭り (さっぽろゆきまつり) zaplanowałam wszystko cztery miesiące wcześniej. Leciałam samolotem w dwie strony, miałam hotel blisko centrum, z onsenem i pysznym szwedzkim stołem na śniadanie, zwiedziłam wszystko, co miasto miało do zaoferowania, korzystałam z komunikacji miejskiej, kupowałam pamiątki, spędzałam przedpołudnia w kawiarniach, kupiłam prezenty, zjadłam to z czego słynie Sapporo i zapłaciłam w sumie 50 000 jenów.

⚑Na dalekie wycieczki (ale nie na Hokkaido!) warto zainteresować się autobusami rejsowymi i nocnymi. Dla porównania:
Shizuoka - Kioto
Shinkansen 11 000 yenów (w jedną stronę)
Autobus nocny 3 500 yenów (w jedną stronę)

⑩ ⛾"Zachcianki" 
Podczas mojego pobytu w Japonii nie żałowałam pieniędzy na nic, co widziałam po raz pierwszy w życiu. Kupowałam napoje o dziwnych smakach, tylko po to by ich spróbować. Często oddawałam ledwo uszczknięty słodycz swojemu lubemu. Niektóre rzeczy mi nie smakowały, ale nigdy się nie zrażałam - chciałam skosztować wszystkiego, zanim wrócę do Polski.
Wchodziłam do każdego możliwego muzeum. Szczególnie dużo było tego w Kioto. 
Chodziłam do restauracji, kupowałam podręczniki i jeździłam na wycieczki do dawnych znajomych (do innej prefektury). Niewiele musiałam sobie odmawiać i poświęcałam na to około 20 000 jenów/miesiąc.


⚔ PRACA ⚔
Przez pierwsze cztery miesiące pracowałam w kawiarni i izakaya (japońska restauracja z alkoholem, w pewnym stopniu bar; zapraszam do mojego artykułu "Praca w izakaya").
Od lipca do stycznia pracowałam na pełen etat w urzędzie miasta, a także w kawiarni i w izakaya weekendowo. Wynikało to może nie tyle w potrzeb finansowych, a raczej z tego, że zaprzyjaźniłam się z moimi pracodawcami i ciężko było mi odmówić im w potrzebie.
W Japonii nie ma minimalnej stawki krajowej, tylko minimalna stawka prefekturalna. W Shizuoce, w której mieszkałam minimalna stawka godzinowa wynosiła 750 jenów.

❖W kawiarni pracowałam około 5 razy w miesiącu, po 3 godziny za 820 jenów (na początku 800 jenów) za godzinę. W skali miesiąca dawało mi to około 12 000 jenów. A zwykle mniej, ponieważ jeździłam na festiwale i pobierałam w weekend naukę gry na koto. Nie mogłam więc pracować w każdy weekend.
❖W izakaya pracowałam około 5 razy w miesiącu, po 4 godziny za 950 jenów (na początku 850 jenów). Zarabiałam miesięcznie około 19 000 jenów.
Wysoka stawka dyktowana była olbrzymim ruchem i bardzo ciężką pracą. Jako członek zespołu, który dołączył niedawno zarabiałam najmniej ze wszystkich. Z tego co się dowiedziałam w usługach, w pracach dorywczych co roku stawka godzinowa była podnoszona. A więc lojalność bardzo się opłacała. 
❖W urzędzie miasta pracowałam 5 dni w tygodniu, po 7,5 godziny dziennie. Stawka godzinowa wynosiła 750 jenów. 
Dostawałam również dodatek do transportu w wysokości 7 500 jenów, który pokrywał zaledwie 1/3 kosztów dojazdu.
Po odliczeniu wszystkich składek, które musiałam zapłacić (również ubezpieczenie pracownicze), zarabiałam około 110 000 jenów/miesiąc.
Japońscy znajomi uznawali te zarobki za karygodnie niskie. Przeciętne wynagrodzenie w Shizuoce waha się w granicach 170 000 - 220 000 jenów.

W tle urząd miasta Yoshida, w którym pracowałam. Jednym z moich zadań było jeżdżenie na rowerze po mieście, zbieranie informacji i robienie zdjęć ciekawych miejsc, by później pisać o nich artykuły. Bardzo lubiłam tę pracę, dlatego zgodziłam się na tak niskie wynagrodzenie.

⚑ Chociaż pracowałam w pełnym wymiarze czasu, nie miałam kontraktu podobnego do umowy o pracę, a więc nie byłam pełnoprawnym pracownikiem wydziału. Jednocześnie musiałam odprowadzać składki emerytalne.

W sumie zarabiałam miesięcznie 140 000 jenów, pracując naprawdę dużo. Nie radziłabym nikomu zgadzać się na podobne warunki, jednakże... Moja praca w urzędzie miasta polegała na spotykaniu Japończyków o różnych pasjach i pisanie o nich artykułów. Poznałam twórcę latawców, znakomitego kaligrafistę (w rok mojego powrotu przyjechał do Polski na festiwal Matsuri w Warszawie), pianistę, jogini, strażaków, pracowników urzędy miasta, rybaków, hodowców węgorzy, mnicha buddyjskiego, kręcono o mnie program telewizyjny, a przede wszystkim zdobyłam wspaniałych przyjaciół! I przecież po to właśnie pojechałam do Japonii - by poznawać kulturę, zwyczaje i uczyć się języka. I mogę śmiało powiedzieć, że ten plan zrealizowałam w 100%!

♫Podsumowanie
W Japonii jest drogo, ale jeśli zarabia się w jenach różnica jest dużo mniej odczuwalna. Nawet ja przy moich niskich zarobkach mogłam cieszyć się urokami małego miasta, bawić się na festiwalach i podróżować.
Moje mieszkanie było bardzo ładne i bardzo funkcjonalne, ale da się wynająć swoje cztery kąty z niższym czynszem i wliczonym w nim opłatę za wodę oraz internet.
Osobiście odradzam pracę, która nie przyniesie co najmniej 140 000 jenów/miesiąc. Pieniądze nie są najważniejsze, ale trzeba pamiętać, że mimo wszystko jesteśmy zdani na siebie w Japonii, którą chcemy się cieszyć, zwiedzać i poznawać. Pracując minimalnie, a więc i zarabiając minimalnie nie będziemy mogli pozwolić sobie na oddychanie pełną piersią.

sobota, 30 stycznia 2016

Moje miasto - Yaizu! 「私の町は焼津市だよ!」

 Mój roczny wyjazd zbliża się wielkimi krokami i coraz częściej słyszę pytanie - Gdzie będziesz mieszkać? Odpowiedź na to pytanie zajmuje mi zawsze dużo czasu, a nie mogąc pokazać mapy i tak niewiele można z tego zrozumieć. Na pewno problem mają osoby, które nie są bardzo zainteresowane Japonią. 
Na miejsce swojego rocznego pobytu wybrałam Shizuokę, a dokładnie miasto nieopodal - Yaizu.
Shizuoka znajduje się około 3 godzin podróży autobusem od Tokio. W prefekturze Shizuoka znajduje się miasto Hamamatsu, które jest miastem partnerskim Warszawy. Stąd też wiele osób mogło słyszeć "Shizuoka". W tym przypadku pewnie chodziło o prefekturę.
Prefektura Shizuoka jest też znana z pysznej zielonej herbaty, czyli dla mnie jest rajem. Bo w Japonii można zrobić wszystko z zielonej herbaty (Czy ktoś słyszał o KitKatach z zielonej herbaty? Polecam!). 
Trzeci powód, dla którego 99% z Was kojarzy Shizuokę (tylko pewnie o tym nie wie...) to góra Fuji. Tak, góra Fuji znajduje się w prefekturze Shizuoka.
Żółtą gwiazdką oznaczyłam Shizuokę.
Chciałam choć trochę zobrazować odległość tego miasta od Tokio.
 Wsiadając do pociągu w Shizuoce w dwadzieścia minut dojeżdżamy do Yaizu. Moje miasto - Yaizu. Yaizu jest w zasadzie portem rybackim. Pięknym malutkim miastem położonym między oceanem spokojnym a pasem gór.
Odległość Yaizu od Shizuoki
- Yaizu oznaczone czerwoną gwiazdką.
Planuje oczywiście podróże do takich miast jak Kasatsu, Kamakura, Sapporo, Tokio... Jednak mieszkanie zdecydowałam się wynająć właśnie w Yaizu. To tam będę uczyć się dalej języka i kultury, a także... pracować. Mam nadzieję. 

O Yaizu będę pisać przez cały rok, dowiadując się szczegółów od mieszkańców. Myślę więc, że nie ma potrzeby wklejania tutaj teraz informacji zaczerpniętych choćby z Wikipedii.

日本人の皆さん!
友達は私の旅行についていろんな質問を聞いてくれる。一番大事なのは「どこに住みたい?」。もちろん、私は決めた。11月くらいに決めた。
今ちょっと「私の町」を発表したい。
私の町は焼津市だ。あそこに住むことにした。
上に二つ 地図がある。二番目は焼津市について発表する。
焼津は静岡の近くにある。静岡に私はいろんな友達がいる。皆によく会いたい。
3月くらいに自分の日本の電話番号をもらう。そのときまでフェイスブックから連絡してください。
私に今日アパートを予約してくれた。契約のことが終わった。
私の保障人にいろいろありがとう! 助けてくれたよ。

日本で会おう!

「エッディト:龍太朗先生、ありがとう!厳しい先生は全部を直してくれた !」

niedziela, 24 stycznia 2016

Linie lotnicze - jak do Japonii?

To pytanie zadają sobie pewnie wszyscy, którzy marzą o wyjeździe do Japonii -  

Które linie lotnicze wybrać żeby nie przepłacić? 

Myślę, że szczególnie młodzi ludzie biorą pod uwagę przede wszystkim cenę. Wygoda jest sprawą drugorzędną, choć ponad 12 godzin w samolocie karze się zastanowić, czy odległość między fotelami na pewno nie ma znaczenia?

Doświadczenie mam niewielkie, jeśli chodzi o wybór linii lotniczych (w lutym jadę do Japonii dopiero po raz drugi), ale zrobiłam bardzo porządne rozeznanie, a przede wszystkim konsultowałam się z osobami, które do Japonii jeżdżą co najmniej raz w roku. I tak jak w przypadku wizy, pomyślałam, że kilka wskazówek które zebrałam i wydały mi się istotne, mogą też pomóc czytającym tego bloga. Nie tylko w podróży do Japonii, ale w ogóle.

1. PORA ROKU
Ma istotne znaczenie, ale tego się większość z Was pewnie domyślała. Przykład z mojego życia: lecę w lutym, płacę 2400 złotych (All Nippon Airlines). Koleżanka z mojej grupy leci w kwietniu, płaci 1700 złotych (Aeroflot). Lecimy różnymi liniami, ale w pierwszym odruchu też sprawdzałam Aeroflot - 2500 złotych. Skąd ta różnica cenowa, choć obie rezerwowałyśmy bilety 4 miesiące przed datą wylotu? Sakura Zensen, czyli okres kwitnienia wiśni w Japonii. Lecąc 23 lutego załapię się na sam początek kwitnienia (o kwitnieniu wiśni napiszę już z Japonii), więc bilety są dość drogie. W kwietniu jest już niemal po, a na pewno kwitnienie wiśni dobiega końca, więc bilety są dużo tańsze. Podobnie z cenami jest przed tzw. "Golden Week" w lipcu.

2. REZERWACJA BILETÓW
I to moim zdaniem jest jedną z najważniejszych kwestii: bilet lotniczy można zarezerwować! 
W niektórych biurach podróży mówili mi, że nie ma takiej możliwości (m.in. Rainbow Tours), a także przez Internet da się zrobić rezerwację tylko na 24 godziny (m.in. Emirates).
Moja sytuacja była taka: ubiegałam się o wizę, do której potrzebowałam rezerwacji biletu, ale nie wiedziałam czy ją dostanę. Nie chciałam kupować biletu nie mając pewności, że dostanę wizę.
W końcu odnalazłam pana Pawła. Jego biuro mieści się w Warszawie na ul. Marszałkowskiej 84/92. Polecam gorąco Sports-Tourist. Pan Paweł przez ponad godzinę szukał ze mną najtańszego biletu z jak największą ilością bagaży. Do tego nie chcieliśmy żebym tak długi lot spędziła w ciasnocie. Najpierw wybraliśmy Qatar. Pan Paweł przez kilka dni przedłużał mi rezerwację (bezpłatnie!), gdy dostał informację, że ceny biletów uległy zmianie. Wraz z tą wiadomością przesłał mi znaleziony przez siebie lot liniami All Nippon Airlines.
Istotna jest również informacja, że linie lotnicze mają plan lotów tylko na 330 dni do przodu. Nie mogłam więc kupić biletu powrotnego w takim terminie jak mi odpowiadał. Chciałam być w Japonii rok. Na to również pan Paweł znalazł sposób - w rezerwacji biletu wpisał, że z winy linii lotniczych (które nie mają planu lotów) nie mogę kupić interesującego mnie biletu. Mam więc bilet roczny z wykupionym lotem powrotnym, ale (!) zmiana terminu powrotu jest bezpłatna. Cena jaką muszę dopłacić za zmianę jest podatna jedynie na wahania walutowe, a więc może mnie wynieść najwyżej kilkadziesiąt złotych.
Warto więc udać się do biura, dla którego nie jesteśmy nic nie znaczącym klientem. A więc:
- NIE trzeba wykupywać biletu od razu przy rezerwacji!
- JEST możliwość kupienia biletu rocznego z bezpłatną zmianą daty powrotu DO PRZODU!
- NIE trzeba płacić za rezerwację!

3. LINIE LOTNICZE- zalety/wady
Niby oczywiste, ale uważam, że warto napisać o tym kilka słów. Ja wybrałam All Nippon Airlines, bo płacą 2400 złotych przed kwitnieniem (to niedużo, moim zdaniem) mam 2 bagaże po 23 kg i podręczny 8 kilo. W sumie: 54 kilo. W związku z tym, że jadę na rok - wielkość bagażu ma dla mnie znaczenie. Same omiyage to prawie 10 kilo... Koleżanka, która leci Aeroflotem w kwietniu ma 30 kilo bagażu plus 10 kilo podręcznego. Dowiadywałam się także o ceny w innych liniach lotniczych.
Qatar - 30 kilo bagażu + 10 kilo podręcznego, ale w ostatniej chwili znacznie podnieśli ceny biletów (z 2300 złotych na ponad 2800).
Emirates - podobna cena i bagaż do Qataru (cena przed podwyżką).
Aeroflot - zbyt drogi.
LPP LOT - zbyt drogi.

4. PRZESIADKA
Krótsza przesiadka to większy kłopot niż długie czekanie na międzylądowaniu.
Kiedy wracałam z Japonii mieliśmy dwie godziny pomiędzy lądowaniem pierwszego samolotu, a startem drugiego. Niestety, jeden z naszych bagaży nie doleciał. Dostaliśmy go następnego dnia. W związku z tym, że była to podróż powrotna, nie było to problemem. Inaczej by się sprawy miały, gdyby to była podróż do Japonii. Następnego dnia z Lotniska Chopina został wysłany kurier z naszymi bagażami - walizka przyjechała z podłużnym pęknięciem. Na szczęście zawartość pozostała nienaruszona. Walizka do wyrzucenia.
4 godziny do idealny overstop, tak myślę.

5. PORT DOCELOWY
Warto zapytać czy lądowanie w Japonii będzie na Narita czy Haneda. W moim przypadku nie miało to znaczenia, ale jeden z japońskich znajomych lądował na Hanedzie i podobno było taniej. Nie wiem na ile w tym prawdy, ale przy rezerwacji biletów może warto zadać takie pytanie kasjerowi.

*6. BAGAŻ PODRĘCZNY
Tutaj chciałam napisać o jedzeniu. Po jedzeniu w Aeroflocie miałam problemy żołądkowe. Nie tylko ja zresztą. W drodze powrotnej zabrałam ze sobą onigiri. Świat od razu stał się piękniejszy :)
W samolocie jest zimno. W Japonii byłam raz, ale to nie był mój jedyny lot w życiu. Warto wziąć ze sobą coś ciepłego do ubrania (ja chodzę po samolocie bez butów, w Aeroflocie dostałam takie "jednorazowe" kapcie), nawet jeśli leci się w lato. Ja dzięki wskazówkom Moniki z Warszawskiej Szkoły Języka Japońskiego, nie miałam kłopotów. Polecam również jej artykuł odnośnie tego jak pakować się na wycieczkę do Japonii - klik. Ja, dzięki tym wskazówkom, nie miałam żadnych niemiłych niespodzianek w samolocie i w Japonii.
Nie polecam brania książek/podręczników do nauki/gazet/tabletów/etc. Na pokładzie każdy na swój telewizor, gdzie z powodzeniem może wybrać dla siebie jakiś film/serial z napisami w języku polski. Dodatkowo bezustanne oglądanie filmów uchroniło mnie przez jet-lagiem. Miłym zaskoczeniem było to, że mogłam wybierać spośród nowości (filmy z poprzedniego roku), klasyków kina, pozycji oskarowych i tych mniej popularnych.

Myślę, że z powyższych sześciu wskazówek najistotniejsza jest kwestia rezerwacji biletów (punkt 2). Tylko dzięki pomocy koleżanki, która jest już w Japonii nie kupowałam biletu przed uzyskaniem wizy. Ostatecznie ją dostałam, ale gdyby tak nie było nie byłaby stratna dwóch i pół tysiąca złotych.

środa, 6 stycznia 2016

Podsumowanie aplikacji o wizę "zwiedzaj i pracuj"

Wiza została mi przyznana, więc myślę że jest to odpowiedni moment na kilka słów podsumowania z mojej strony. Może moje wskazówki pomogą komuś w czasie ubiegania się o wizę "zwiedzaj i pracuj".

  • WSZYSTKO JEST NAPISANE. W informatorze na stronie Ambasady Japonii wszystko jest napisane. Ja zrobiłam sobie z tego informatora listę "spraw do załatwienia" i punkt po punkcie odhaczałam.
  • CZAS. Część osób "jedzie na żywioł", a inni długo przygotowują się do takiego wyjazdu. Ja należę do tej drugiej grupy. Decyzję o wyjeździe na wizę "zwiedzaj i pracuj" podjęłam pod koniec lipca. Moje przygotowania trwały więc prawie pół roku. Wtedy również zdecydowałam kiedy dokładnie chcę pojechać, więc mogłam realizować swój plan.
  • FINANSE. Około 8 000 zł i bilet w dwie strony (albo odpowiednia kwota odłożona na bilet powrotny) - to są wymagania Ambasady. Po rozmowie w konsulacie odnoszę wrażenie, że fakt iż odłożone mam niemal drugie tyle miało znaczenie. Był to taki "dodatkowy plus". Nikt tego nie powiedział, to jedynie moje przeczucie po odbytej rozmowie. Skąd ta kwota? Życie w Japonii (zwłaszcza w Tokio) jest dość drogie. To jakie mieszkanie uda nam się wynająć, w jakiej dzielnicy, czy dostaniemy pracę i jak daleko będzie ona od naszego miejsca zamieszkania (transport jest drogi) to w pewnym sensie... szczęście. Odłożone pieniądze gwarantują, że jeśli ów szczęście nam nie dopisze to damy radę się utrzymać do czasu znalezienia pracy. Od znajomej, która już jest w Japonii (na tę samą wizę) wiem, że pracę dostała dość szybko (i mówi, że miała po prostu szczęście), ale zarobi są tak "akurat".
  • ZNAJOMI. Nie są wymogiem, ale również odniosłam wrażenie, że są dodatkowym atutem. Jest na miejscu ktoś kto pomoże mi w urzędzie lub chociażby z mieszkaniem. W dokumentach warto przemycić kilka nazwisk.
  • JĘZYK JAPOŃSKI. Również nie jest wymogiem, ale w konsulacie zapytano mnie jak oceniam swój japoński. Nie pytali o poziom (certyfikaty ich nie interesowały), ale to czy moim zdaniem jestem w stanie porozumieć się w podstawowych sprawach. Wydaje mi się, że znajomość japońskiego zwiększa szanse na szybkie otrzymanie pracy.
    Nie weryfikowano mojej znajomości języka!
  • PASJA. W konsulacie prowadzono ze mną luźną rozmowę na temat wyjazdu. Przyszłego, a także tego który odbyłam. Osoby, którym Japonia kojarzy się tylko z mangą i anime nie są kandydatami do wizy. To słyszałam na spotkaniu informacyjnym o wizie i moja rozmowa w konsulacie to potwierdziła. Tutaj znowu moje przeczucie, ale myślę że fakt iż interesuje się codziennym życiem, festiwalami, ceremonią parzenia herbaty, kaligrafią i kimonami miało znaczenie.
    Nie interesuje się M&A, więc warto podkreślić, że mój plan pobytu i "list motywacyjny" były całkowicie pozbawione wzmianek na w/w temat.
  • DODATKOWO: Dokładnie opisałam jak zamierzam dołączyć do Funduszu Zdrowia w Japonii i jakie ubezpieczenie wybrałam. Ponadto podałam swojego gwaranta w Japonii - to przyjaciel, który został dokładnie o wszystkim poinformowany. Obiecał pomoc w razie kłopotów w Japonii. 
Należy również pamiętać o tym by umówić się wcześniej z konsulatem (w informatorze podane są dane kontaktowe), ponieważ zainteresowanie wizą jest bardzo duże. Każda osoba ma swoje 15 minut, tz. zainteresowani umawiani są co 15 minut (12.00, 12.15, 12.30...). Nie ma więc miejsca dla osób nie umówionych. Tak przynajmniej było, gdy  ja składałam dokumenty.

Myślę, że ten post ostatecznie wyczerpuje temat ubiegania się o wizę "zwiedzaj i pracuj". Powoli rozpoczynam przygotowania do pakowania. Jadę wybierać i kupować prezenty, bilet, zamówić wizytę u lekarza... Przed wyjazdem zamieszczę jeszcze post o prezentach dla japońskich znajomych, a także o liniach lotniczych, które wybrałam.

Pierwsze zdjęcie jakie zrobiłam w Japonii, zaraz po wylądowaniu. 
Lotnisko Narita, lipiec 2014.

środa, 6 stycznia 2016

Cel osiągnięty!

Ostatni post był wczoraj, ale...

Udało się! 

Dostałam wizę do Japonii.
Dziś przed południem dostałam wiadomość z Ambasady - "Uprzejmie informujemy, że wiza dla Pani została wystawiona". Krótka informacja, która przewróciła moje życie do góry nogami.

Mogę z przyjemnością ogłosić, że działalność bloga nabiera rozpędu! Nie będąc pewną tego czy dostanę wizę, nie rozpisywałam się zbytnio o moich planach w Japonii. Teraz -na dniach- można się spodziewać większej ilości informacji.
Z czasem również posty będą zawierały informacje w języku japońskim.

Przygotowania czas zacząć!

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Dokumenty złożone

No i stało się.

16 grudnia 2015 roku złożyłam dokumenty do Ambasady Japonii na Szwoleżerów (bo tam należy składać dokumenty o wizę, nie do Wydziału Informacji i Kultury Ambasady Japonii). W związku ze świętami i nowym rokiem muszę czekać nieco dłużej niż te siedem dni. Byłam tego świadoma decydując się na ten, a nie inny czas.

Dlaczego?

Wiza "zwiedzaj i pracuj" stała się naprawdę popularna. Będąc w Ambasadzie przez 45 minut, byłam jedną z czterech osób, które składały podanie o tę wizę. A można składać dokumenty przez pięć dni w tygodniu. Wiz jest tylko 500 na rok.

Czekam dalej.

piątek, 7 sierpnia 2015

27 lipca 2015 - wizyta w Ambasadzie Japońskiej

27 lipca br. udałam się do Ambasady Japonii w celu zweryfikowania niektórych informacji podanych na stronie w pdf [link w poprzedniej notce]. Pracownica Ambasady nie była zbyt pomocna, ale dowiedziałam się jednej istotnej rzeczy:

Pula 500 wiz nie otwiera się w styczniu! 

A dokładniej, nie jest to tak, że 1 stycznia oznacza początek naboru na wszystkie wizy. Ambasada, w tylko sobie znany sposób, rozdysponowuje te 500 wiz na cały rok. Oznacza to, że jeśli ktoś się nie załapał (na przykład) na pulę styczniową, to może składać w marcu i się załapie. 500 wiz jest przyznane na cały rok, a Ambasada to rozdziela na wytyczone przez siebie okresy. Przykładowo: 500 wiz, 12 miesięcy to - 500 : 12 = ok. 41. Czyli na każdy miesiąc może być 41 wiz.
Z jednej strony trochę to drażniące, a z drugiej strony mam ten komfort, że nie wszystko zostanie wykorzystane w 2 tygodnie.

Ponadto należy pamiętać, że wizę "zwiedzaj i pracuj" można dostać TYLKO RAZ W ŻYCIU!

czwartek, 23 lipca 2015

Spotkanie informacyjne w Wydziale Kultury i Informacji Ambasady Japonii - 6 lipca 2015 r.

Jeszcze przed ukończeniem studiów zdecydowałam się pojechać do Japonii na rok. Doszłam do wniosku, że "teraz albo nigdy". Tak więc od 1 lipca rozpoczęłam swoje drobne przygotowania do wyjazdu. Należy podkreślić drobne. Dlaczego? Obecnie moje poszukiwania skupiają się jedynie na pozyskiwaniu informacji o zasadach wyjazdu i szlifowaniu języka (o tym później).
Zgodnie z artykułem na stronie Polonia-JP [klik] umowa dotycząca wiz "zwiedzaj i pracuj" została podpisana 27 lutego 2015 roku przez prezydenta Komorowskiego i premiera Abe. O tę wizę można ubiegać się od 13 lipca br. 
Czytając różne fora i komentarze na facebooku zdecydowałam, że właśnie o tę wizę będę się ubiegać. Chce spędzić w Japonii więcej niż 3 miesiące (na 90 dni wiza nie jest wymagana), a na wizę związaną z pracą raczej nie mam szans. Ukończyłam kierunek administracja, a z tego co wyczytałam największe szanse na wizę na wyjazd do pracy mają osoby po kierunkach ścisłych lub mające certyfikat/ukończoną filologię angielską/amerykanistykę.

O spotkaniu dotyczącym wizy "pracuj i zwiedzaj" dowiedziałam się z facebooka Ambasady Japonii [klik]. Jeśli ktoś chce być na bieżąco z najważniejszymi wydarzeniami w Polsce dotyczącymi Japonii, warto polubić i śledzić konto Ambasady. Zaznaczam jednak, że nie o wszystkim można się stamtąd dowiedzieć. Między innymi informacji o konwentach trzeba szukać na własną rękę w internecie.
Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, rozmowa o wizach trwała około 15 minut. Pracownik ambasady zachęcał nas do odwiedzenia ambasady w razie "jakichkolwiek pytań". Na stronie ambasady został również umieszczony plik pdf [klik] z podstawowymi informacjami nt. tej wizy.  

Na spotkaniu, dzięki zadanym przez słuchaczy pytaniom, dowiedziałam się:
1. Nie można mieć pracy na cały etat.
2. Można mieć kilka niecałych etatów (np. 1/2 etatu w konbini, 1/2 etatu na poczcie).
3. Na rok 2015 (od 13 lipca) ambasada ma pulę 250 wiz do przyznania. Od 2016 roku na każdy rok będzie pula 500 wiz. 
4. Z tego co zrozumiałam podstawowym wyznacznikiem tego czy ktoś otrzyma wizę czy też nie będzie udowodnienie w liście (zob. plik pdf powyżej), że nie jedzie się do Japonii w celach zarobkowych. Podstawowym celem jest zwiedzanie, a nie zarabianie pieniędzy.
5. Można wyjechać do Japonii bez pracy i szukać jej na miejscu.

Tak więc podstawowym problemem stało się przedstawienie swojej kandydatury na wizę lepiej niż inni. Wydaje mi się, że ciężko jest udowodnić na papierze, że jedzie się do Japonii w celu zacieśniania więzów między oboma narodami i poznawania kultury, a nie żeby przywieźć ze sobą walizkę pełną yenów.
Nie zastanawiałam się jeszcze nad swoim listem, ale świadomość że mam tylko jedną stronę trochę mnie martwi... A z drugiej strony... Może to i lepiej?

Informacji o wizie zwiedzaj i pracuj zawartych w pliku pdf na stronie ambasady Japonii nie ma sensu streszczać. Trzeba je po prostu przeczytać.