sobota, 26 marca 2016

「アルバイト」, czyli praca dorywcza

Wyjeżdżając na wizę "zwiedzaj i pracuj" do Japonii nie trzeba szukać pracy w Polsce. Oczywiście to ułatwi start w Kraju Kwitnącej Wiśni, ale jest dość... problematyczne. Na tę wizę nie wolno nam podjąć pracy na pełen etat, a mało który pracodawca zada sobie trud rozmowy kwalifikacyjnej przez Skype'a dla kogoś kto będzie pracował tylko 6 godzin dziennie przez cztery dni w tygodniu.

Skąd ta precyzyjna (powyżej) informacja?

Dnia 18 marca udałam się do czegoś co Japonii można określić Urzędem Pracy, a nazywa się 「ハローワーク」 (z ang. "Hello work", czyli "Witaj praco"). Przekraczając progi tego skądinąd osobliwego miejsca miałam wrażenie, że... wróciłam do Polski. I widzę akurat jej najbardziej negatywną stronę. Po dwóch stronach pomieszczenia ustawione lady, za którymi siedzą nieszczęśliwi urzędnicy, a za nimi piętrzące się dokumenty (jeśli ktokolwiek myślał, że w Polsce jest nadmiar papierologii to polecam wybranie się do Japonii - szybko zmienicie zdanie). Po środku stoją boksy z komputerami, na których każdy na podstawie wybranych przez siebie kryteriów szuka pracy. I tak jak w polskim Urzędzie Pracy są to przede wszystkim zawody najniżej płatne takie jak pracownik sklepu wielobranżowego, recepcjonistka, panie do sprzątania i (ku mojemu olbrzymiemu zdumieniu) przedszkolanka. Zapytany przeze mnie japoński znajomy, dlaczego nikt nie chce pracować w przedszkolu i jest tak dużo wolnych etatów (od groma! w każdym przedszkolu w mieście brakuje co najmniej dwóch przedszkolanek do kompletu opiekunów, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie przeglądając oferty w dziale rekrutacja dla Yaizu, Shizuoka i Fujieda) odpowiedział mi ze zdziwieniem, że to jest przecież jedna z najcięższych i najmniej płatnych prac. 
A ja myślałam, że jest raczej przyjemna...

Znaleźliśmy kilka ofert dla mnie i skierowaliśmy się do okienka. Kierownik zmiany poprosił mnie o kartę pobytu i paszport, mówiąc że musi sprawdzić czy w ogóle mogę pracować. Mój znajomy zwrócił uprzejmie uwagę, że jest to wiza "zwiedzaj i PRACUJ", więc raczej mogę... Pan się uparł, że należy się upewnić. Machnęłam ręką. Wrócił po dłuższej chwili usprawiedliwiając się, że chciał tylko sprawdzić czy mogę korzystać z Biura Pośrednictwa Pracy. Nic nie odpowiedzieliśmy, bo to chyba również było względnie oczywiste - gdzie osamotniony obcokrajowiec ma szukać pracy dorywczej?
Pan poinformował Nas, że mogę pracować cztery dni w tygodniu po sześć godzin. Takie są zasady. I to był moment, w którym ja i mój znajomy podziękowaliśmy za okazaną pomoc i wyszliśmy. Ten urzędnik zdecydowanie utrudniłby mi życie, gdyż informacja, której nam udzielił była... bzdurą. 

Zasada wizy "zwiedzaj i pracuj" jest taka, że praca nie może zdominować mojego życia w Japonii. I kierując się tą informacją można, np. przez cały miesiąc ciężko pracować w fabryce, a potem przez kolejny miesiąc tylko i wyłącznie zwiedzać wykorzystując zarobione pieniądze.

Tak skończyła się moja przygoda z Urzędem Pracy, do którego mam nadzieję już więcej nie iść. Obecnie piszę życiorysy i będę je roznosić do wybranych przez siebie miejsc. Poza tym, korzystam jeszcze z darmowych gazet z ofertami pracy dorywczej. O nich chciałam przede wszystkim opowiedzieć, bo uważam, że to fantastyczne przedsięwzięcie. 

Znalazłam w Yaizu trzy takie gazety:
  • DOMO
  • Chance
  • TownWork
Wszystkie są za darmo i można je znaleźć w najbardziej popularnych miejscach w mieście takich jak poczta, supermarkety, sklepy wielobranżowe czy dworce.
Każda z nich wydawana jest co tydzień, innego dnia.
Okładka ma zawsze ten sam wzór, zmienia się jedynie kolor.
TownWork wydawane jest w każdy poniedziałek.

Chance wydawane jest w każdy czwartek.

DOMO również wydawane jest w każdy czwartek.

Najważniejszą zaletą tych gazet jest to, że zawierają ofert z pracą dla wybranych, sąsiadujących ze sobą miasta. Dzięki temu niemal cała gazeta jest dla mnie do przejrzenia. Niemal we wszystkie miejsca mogę dojechać rowerem (niekiedy jest to dość daleko, ale wykonalne), lokalnymi pociągami albo autobusami.
Różowe strony to oferty prac dedykowane tylko dla kobiet.

To oferty pracy dla osób zainteresowanych podjęciem zatrudnienia w Yaizu.
Weźmy na warsztat jedno z ogłoszeń ze zdjęcia powyżej.
Ofert takich prac są bardzo szczegółowe, a od znajomych Japończyków słyszałam, że oferty pracy np. w konbini są wystawiane co tydzień niemal te same. Zawsze potrzebny jest ktoś do pracy, a ponieważ kobini działają przez całą dobę przez siedem dni w tygodniu, poszukiwane są szczególnie osoby na nocną zmianę.

Podstawowe informacje jakie mają takie ogłoszenia (wyjaśnienia do cyfr na zdjęciu powyżej):

1. Jak daleko (a także czym najlepiej się dostać rowerem/piechotą/samochodem) jest od rozpoznawalnego w mieście miejsca (np. 5 minut piechotą od stacji kolejowej), obok też często jest informacja czy dojeżdża jakiś autobus w dane miejsce albo czy jest miejsce parkingowe przeznaczone dla pracowników.

2. Jaka jest stawka za godzinę lub (zdarza się) za cały etat. Najczęściej stawka opatrzona jest znakiem ~以上, czyli "i więcej". Najczęściej podawana jest stawka za godzinę pracy w ciągu dnia w najmniej "ruchliwych" godzinach, a w dalszej części ogłoszenia podawana jest stawka za porę lunchową (godziny mniej więcej 13-15, wówczas dużo zakładów i sklepów jest zamkniętych, bo pracownicy jedzą lunch) i nocną (najwyższa stawka).

3. Podane są zmiany, w czasie których można pracować. Studenci czy uczniowie mogę łatwo sprawdzić, czy oferowane są zmiany, które nie kolidują z ich zajęcia. Taka rozpiska jest czasami opatrzona informacją, że możliwe jest wzięcie dwóch lub więcej zmian. Ponieważ jest to praca dorywcza, zakłada się że nikt nie chce pracować więcej niż 3-4 godziny dziennie.

4. Adres i kontakt. Najlepiej najpierw zadzwonić i się dowiedzieć wszystkich potrzebnych informacji, no i czy oferta jest aktualna.

Inne informacja, z którymi się spotkałam przeglądając oferty pracy to:
- czy wymagane jest doświadczenie,
- czy wymagane są jakieś specjalne kwalifikacje,
- preferencje
- informacja o częstotliwości podjęcia zmian (np. pracodawca szuka kogoś kto będzie pracował trzy razy w tygodniu),
- po przepracowaniu X czas stawka zostanie podniesiona o X yenów,
- etc.

W Polsce ogłoszenia opatrzone są zwykle slangowymi hasłami, bez szczegółów. W Polsce pracy jest niewiele, więc każdy i tak się skusi. W Japonii szukanie kogoś do podjęcia pracy dorywcze przypomina mi bardziej eksponowanie sprzedawanego produktu, niż ofertę pracy jako taką.
Jeśli chodzi o pracę dorywczą w Japonii nie ma z tym problemu, można ją dostać ponoć "od ręki". Co więcej, podejmując kilka prac dorywczych, np. dwie albo trzy można się utrzymać. I to na całkiem przyzwoitym poziomie.
Inaczej się sprawy mają z pracą stałą, ale o tym będzie inny post.
W Polsce, gdy szuka się pracy (nawet dorywczej) wysyła się CV mailem, lub się je zanosi. Tu, w Kraju Kwitnącej Wiśni, jest trochę inaczej. Po znalezieniu odpowiedniego ogłoszenia należy albo zadzwonić albo udać się w dane miejsce. Rzadko kiedy poproszą Cię o CV (trzeba je napisać odręcznie, patrz tutaj). Najczęściej zadają kilka pytań powiązanych z ogłoszeniem, proszą Cię o imię, nazwisko i numer telefonu. Skontaktują się, tak mówią. Tutaj podobnie jak w Polsce często jest brak odzewu, jeśli nie są zainteresowani daną kandydaturą. Wzięcie CV to jakby kolejny etap rekrutacji.

W Japonii bardzo istotna jest kwestia wyglądu, niestety. Jednak w moim odczuciu nie jest to kwestia tego czy ktoś jest ładny czy brzydki (mówiąc kolokwialnie...). Istotą jest wpasowanie się w japoński kanon pięknego wyglądu:
- brak tatuaży.
- więcej niż po jednym kolczyku na uchu nie jest mile widziane,
- osoby szczupłe.
- zadbane dłonie,
- schludny ubiór,
- delikatny makijaż,
- klasyczne uczesanie.
To jest to co wyłapałam z rozmów z moimi japońskimi znajomymi. Z tego co się dowiedziałam to, np. długie włosy mogę skreślić mężczyznę z pracy w drogerii. Nieważne jak bardzo pasowałby do profilu pożądanego kandydata i jakby bardzo spełniałby pozostałe "warunki pięknego wyglądu" (to moja nazwa własna, trochę z ironią).

Jakie ogłoszenia można znaleźć w powyższych trzech gazetach?
- praca w sklepie spożywczym,
- praca w konbini,
- kierowca,
- rozwoziciel jedzenia,
- osoba do recepcji,
- osoba, która będzie witać gości w progu,
- praca w pralni,
- praca w fabryce,
- kelnerka/kelner,
- kucharka/kucharz,
- masażysta.masażystka,
- operator wózka widłowego,
- kasjerka/kasjer,
- etc.

Prace niby proste, łatwe i przyjemne, ale osoby które były w Japonii widzą, że nawet tak prosta praca może doprowadzić do wykończenia. My, Polacy, nie jesteśmy przyzwyczajeni do ciągłe stania na baczność, biegania z miejsca na miejsce bez wyraźnie istotnego powodu, przepraszania bez potrzeby, mówienia głośno KAŻDEMU klientowi witam ani do wyuczania się rozmaitych zasad na pamięć, bez przestrzeni dla samodzielnego podejmowania decyzji.
Pomimo tego, że gdy w Japonii wchodzi się do sklepu nie mówi się dzień dobry obsłudze, a tylko pracownicy witają klientów, ja do tej pory nie zrezygnowałam z mojego "polskiego" przyzwyczajenia witania się, gdy gdzieś wchodzę. Najpierw wprowadzałam ludzi w konsternacje. Teraz moi japońscy znajomi... uśmiechają się ukradkiem. Mówią, że to bardzo ładne zachowanie i żałuję, że nie ma go w Japonii. Dlaczego? Skoro klienci pytając o produkt, sprawiają obsłudze kłopot i przepraszają za to, to dlaczego nie mówią dzień dobry? Takie proste, a jakie miłe...

A ja mam olbrzymi szacunek do ciężkiej pracy pracowników tych sklepów.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Arianę | Technologia Blogger | X X